Sześć miesięcy czekania na wizytę ( NFZ ), jedziemy na umówioną wizytę w poradni Genetycznej przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie. Tarnów – Kraków, droga dobra wczesna pora, półtorej godziny i jesteśmy na miejscu. Parking i … wejście do szpitala. Masa ludzi w holu, mnóstwo okienek, jest … to chyba tu mamy się zgłosić „dla pacjentów będących pierwszy raz w poradniach”, to my 🙂 Kolejka , myślimy „poczekamy sobie” i … czekaliśmy, dłużej w kolejce niż zajęła nam jazda trasą Tarnów – Kraków. W końcu koniec biurokracji, idziemy do właściwej części poradni. Kolejna Pani ze stosem papierków, zostaje pokonana i dalej czekamy. Pati zgłodniała trzeba biwakować:) Przygotowane wcześniej śniadanie smakowało Patrycji. Jeszcze chwila , zostajemy przyjęci. Kilka badań w jednym pokoju (Antropolog) , kolejna przerwa na korytarzu , czekamy dalej. W międzyczasie zwiedzamy z Patusią korytarz, krzesła, biurka, drzwi (klamki), stojaki (informacja – „nie wchodzić bez wezwania”), znudzona, a my razem z nią … doczekaliśmy się właściwej wizyty u Pani doktor genetyk. Jako jest to szpital uniwersytecki w badaniu również uczestniczyli studenci. Wywiad, krótkie badania, ogólna ocena dziecka, więcej komentarzy i pytań ze strony Pani doktor w stronę grupy studentów.
Po wstępie trwającym zbyt długo ( styczeń, zimno – mokro, choroba gotowa ) zostajemy poinformowani, że mamy się zgłosić w lipcu na pobranie materiału genetycznego do badań. Będą szukać przyczyny być może genetycznej choroby Patrycji. Trochę zdziwiliśmy się … kolejne 6 miesięcy czekania, w końcu to tylko pobranie krwi. NO ale dobrze, zgoda jest czekamy na swoją kolei, zostaliśmy powiadomieni o zaistniałej przyczynie tak dalekiego terminu (NFZ) i zakończyła się wizyta.
Wreszcie powrót do domku, spokojna droga bez nerwów. Po kilku dobrych godzinach, wydawało by się niedaleko bo to tylko Kraków, jesteśmy bardzo zmęczeni.
Czas pokaże czy faktycznie jest to jakaś choroba genetyczna lub coś … innego.
