Ojej jak długo nas tu nie było. Niestety był to dla nas ciężki czas a zwłaszcza dla Patrycji. Już od ponad roku walczymy z nasilonymi napadami, które potrafią męczyć Pati nawet codziennie.
Bywało tak,że bidula nie mogła sama siedzieć,musieliśmy przerwać ćwiczenia,bo nie miała siły. Powoli kończą mam się leki do testowania,ale ostatnio jest trochę lepiej,odzyskuje siły,chęci do ćwiczeń,to jest mój mały człowiek z żelaza ?. Może to przez emocje. 1,5 roku temu przyszła na świat Maja
,nasza druga córka. Pomyśleliśmy że dla Patusi to będzie nowa dawka energii, mobilizacji, może będzie lepiej się rozwijać,będzie mieć własną „małą nauczycielkę”. Niestety…niedługo po narodzinach zauważyłam, że Majka zachowuje się „jakoś dziwnie”. Gdzieś głęboko w sercu głos mówił że „nie, to nie może się znowu powtórzyć”. Niestety… rozpoczęliśmy wędrówki po lekarzach, rehabilitację, terapię, za jakiś czas leczenie przeciwpadaczkowe, i nagle Majka „ruszyła”.
Dziś Maja chodzi na czworakach, wstaje i za rączki robi już kroki. Na swój wiek powinna już biegać,ale jeszcze się doczekamy. Tak też mówi nasz rehabilitant- chyba pozytywniej nastawiony od nas?
Nie jest łatwo,ale już nie roztrząsamy dlaczego tak jest,dlaczego my. Kiedy widzę ich uśmiechnięte buźki i oczy pełne miłości, nie mogę się poddać. Nigdy!
