Marzec za nami, koniec zimy nareszcie ciepło, słońce świeci, ptaki śpiewają:)
Ach, żeby to było takie piękne. Miesiąc zakończyliśmy w szpitalu, po badaniach wróciliśmy do domu , okazało się, że Pati spadła ilość nasycenia jednym z lekarstw przeciw padaczce. Napady się nasiliły, ale … właśnie … przypomniały się nam pierwsze ataki, te bezdechy są okropne. Wskazówki zegara niemal się zatrzymały na te kilkadziesiąt minut. Tym razem nawet lek uspokajający nie pomógł.
Na nasze szczęście wszystko skończyło się dobrze, „nasycamy” się lekami, trzymamy się razem i żyjemy dalej.
Po przemyśleniu nie zrezygnowaliśmy z rezerwacji terminu turnusu i w ten sposób Pati z Mamą pojechały na turnus kolejny tym razem w nowe miejsce – Michałkowo.
Jak było ? Mamie przypadło do gustu, dużo ćwiczeń, zajęć logopedycznych, dogoterapia z kochanymi pieskami, terapia ręki, terapia zajęciowa oraz inne. Było fajnie, ale … jak to z nami bywa, Pati złapała katar, a słuszna polityka ośrodka nakazała nam zakończyć turnus, aby nie narażać innych na złapanie infekcji.
I w ten sposób zakończyliśmy turnus po 6 dniach.
Patrycja wzmocniła się jeszcze bardziej, zaczęła „pewniej” raczkować, siedzieć na pupie, stawiać kroki, polubiła pieski ( teraz jak widzi jakiegoś to chce go dotknąć ), pomyśleć, że to zaledwie po 6 dniach intensywnej terapii.
Wrócimy tam na pewno.
Kwiecień przyniósł kolejne wizyty w Krakowie. Operacja oczu odbędzie się najprawdopodobniej po wakacjach, natomiast w Prokocimie nie dowiedzieliśmy się nic nowego, nie licząc kolejnego pobierania krwi. Następne badania na gospodarkę elektrolitową, energetyczną komórek itd. Myślimy, że może to być dobry kierunek diagnozy, ponieważ Pati „traci” energię, raz jej ma za dużo. Co przyniesie czas, zobaczymy.
Pozdrawiamy wszystkich, którzy czytają te słowa. Trzymajcie się!
